Hej kochani. Temat dzisiejszego postu to jednocześnie nawiązanie do wczorajszego, gdzie to pisałam Wam, że właśnie spełniło się jedno z moich największych marzeń, a właściwie to chyba największe marzenie, które do tej pory miałam i którego tak długo nie udało mi się zrealizować. W tej chwili powinnam Wam powiedzieć, że naprawdę warto ufać swoim marzeniom i starać się robić wszystko, by wdrążyć je w rzeczywistość. Ja chyba bardzo długo nie wierzyłam, a może raczej bardzo wierzyłam i bardzo pragnęłam je spełnić jednocześnie, ale co jakiś czas dostawałam pewne sygnały, że jednak się nie uda. grunt, ze się nie poddałam :-)
A więc może być zdziwieniem dla niektórych, ale moim marzeniem była po prostu lustrzanka. Taki, ot, dla jednych przedmiot niepotrzebny i bezwartościowy, dla innych znów odwrotnie. A ja jestem okropnie szczęśliwa i jest to dla mnie coś wyjątkowego, bo przecież tak długo na nią czekałam.
Mój zakup to Nikon d3100. Być może wiele z Was posiada ten sam model, jedni będą z niego zadowoleni, inni nie. Mówią, że ile ludzi, tyle opinii. Oczywiście się z tym zgadzam :-)
Początkowo wybór padał na model d5100, ale ostatecznie zdecydowałam inaczej. W końcu chociażbym miała nie wiadomo jaki aparat, a nie umiała robić zdjęć, to i tak cudów nie zrobię. A jeżeli jest dobry fotograf, to nawet prostą cyfrówką zrobi piękne zdjęcia; stwierdziłam, ze lepiej wziąć "gorszy" i starszy model, a potem kupić sobie po prostu lepszy obiektyw, za czym na pewno będę się też rozglądała :-)
Dzisiaj miałam okazję odrobinkę go wypróbować w świetle słonecznym. popróbować, pobawić się, bo w weekend miałam jak zwykle zbyt dużo obowiązków.
Na zdjęciach możecie zobaczyć pierwsze efekty, których z pewnością będzie przybywać, przybywać i przybywać. Coś czuję, że to będzie kolejna rzecz z którą ciężko będzie mi się rozstać ;-)